Braciszek.pl Żeglarski Serwis z Charakterem

Zatoka Botnicka 2013

Piotr Cichy
,
Zjawa na końcu Bałtyku
Zjawa na końcu Bałtyku

Jeden artykuł nakręca drugi... Po przeczytaniu paru ciekawych zdań o kręgu polarnym postanowiłem napisać o swojej wizycie we wspominanej tam Zatoce Botnickiej.

W ubiegłym roku prowadziłem na Zjawie IV rejs do krańców Zatoki Botnickiej. Rejs był, rzecz jasna, etapowy, z wymianami załóg po drodze, w międzyczasie biorąc częściowy udział w The Tall Ships Races w Helsinkach i w Rydze. W linii prostej z Gdyni do końca Zatoki jest ponad 700 mil morskich. Na żaglach raczej nie pływa się po linii prostej, a na cały miesiąc trudno jest uzbierać załogę.

Na krańcach świata
Na krańcach świata

Najdalszy, zdobywczy, etap rozpoczął się w Kustavi na Alandach. Na północ od tego archipelagu znajduje się zupełnie inny Bałtyk. Nie ma zatłoczonych, drogich portów jachtowych, ani tłumów turystów. Nie to żeby Bałtyk był jakimś szczególnie turystycznym morzem, ale tam, na północy daje się wyraźnie odczuć różnicę. Jachty oczywiście są, nawet sporo, ale w przeważającej większości miejscowe. Obcych bander raczej nie widzieliśmy.

Pierwszym naszym przystankiem na Botnickiej był mały port o sympatycznej, fińskiej nazwie Kristiinankaupunki. Tak, już umiem napisać to z pamięci! Mimo dogodnego położenia w ujściu rzeki i środka sezonu (początek sierpnia), tym razem nawet miejscowych nie było - Zjawa była jedynym jachtem w porcie. Jakby tego było mało, za parę minut przyszła do nas dwójka ludzi, mówiąc że są z lokalnej gazety i chcieliby nam zrobić zdjęcie i napisać mały artykuł.

Zachód słońca o godzinie 23
Zachód słońca o godzinie 23

Po krótkiej wizycie ruszyliśmy dalej na północ. W 2/3 długości Zatoki znajduje się przewężenie zwane Norra Kvarken - dość szeroka cieśnina, ale cała usiana kamieniami. Przebyć ją można trzema drogami. Główna, środkowa jest najgłębsza i najbezpieczniejsza. Pozostałe dwie, to dość wąskie szlaki wodne, którymi można skrócić sobie drogę w przypadku wizyty w Vaasa po fińskiej stronie, lub Umeå po stronie szwedzkiej.

I dalej na północ. W miarę żeglugi wyraźnie zaczęły się skracać noce. Gdy byliśmy już na 65°N, to ciemności zapadały dopiero około godziny 23. A było już 6 tygodni po przesileniu. Ciekawe uczucie. Niby już dawno po kolacji, a jeszcze trwa wieczór. No i rytm wacht nocnych też uległ małemu zaburzeniu. Tradycyjna wachta świtowa od 4 do 8 godziny była już normalną dzienną, ponieważ słońce wschodziło około 3:30. A nawet przed wschodem, a właściwie całą noc widać na północy wyraźną poświatę słońca przesuwającego się tuż pod horyzontem.

Koniec Bałtyku
Koniec Bałtyku

Aż w końcu dotarliśmy do naszego celu - Töre. Jest to najdalszy na północ port Bałtyku, na 65° 54' 07'' szerokości geograficznej północnej, położony w długiej na 20 mil zatoce, "prawie fiordzie". Kraniec morza oznacza specjalna, jedyna w swoim rodzaju żółta pława. Sam porcik jest malutki, nie mieliśmy co marzyć o wciśnięciu się, ale znalazło się miejsce przy starym handlowym nabrzeżu, też zresztą bardzo krótkim. Tu również byliśmy jedynym zagranicznym jachtem. Jednak w bezpośrednim sąsiedztwie portu usytuowany był kemping, trzymający też w jurysdykcji sam port. Tam należało uiścić opłatę, oraz zgłosić się po dyplom. Tak, za dopłynięcie do końca Bałtyku załoga jachtu dostaje specjalny, okolicznościowy certyfikat! Wliczony w cenę postoju :)

Szkiery na północy
Szkiery na północy

Samo miasteczko ładne, ale wygląda jak wymarłe, żywcem wyciągnięte miasto duchów ze starego westernu. Wrażenia dopełniają motocykliści szalejący po uliczkach na swoich mechanicznych rumakach. Na tym skończy się nasza wizyta na dalekiej północy. Na Kemi i wycieczkę do Rovaniemi, za koło polarne nie starczy już czasu. Ale najważniejszy cel został zrealizowany.

Ostatni odcinek rejsu prowadził do portu wymiany załogi - Umeå Po drodze, eksplorując szkiery, odwiedziliśmy jeszcze Luleå i Ratan. Cały rejs przebiegał przy korzystnej pogodzie i dobrych, niezbyt silnych wiatrach. Parę razy straszyły nas chmury burzowe, które jednak przynosiły jedynie deszcz i pioruny, a brak wiatru.

Potężne lodołamacze w Lulei - zimą mają co robić
Potężne lodołamacze w Lulei - zimą mają co robić

Etap rejsu na Zjawie IV na trasie Kustavi - Umeå został zorganizowany przez 59 Białostocką Harcerską Drużynę Wodną.

Epilog:

Płyniemy z kolejną załogą z Umei na południe. Za parę dni opuścimy wody Zatoki Botnickiej. W dalszym ciągu panuje świetna pogoda, wiatr korzystny, niebo bezchmurne, ciepło. Północ postanawia zrobić Zjawie i załodze jeszcze jedną niespodziankę na do widzenia.

Jeszcze jeden zachód w Töre
Jeszcze jeden zachód w Töre

Jest godzina 23-24, na 62°N już jest ciemno. Nagle ktoś mówi, że coś się świeci za rufą. Pewnie poświata od słońca schowanego za horyzontem. Ale nie, to za wysoko, poświata jest nad horyzontem. Wszystko się wyjaśnia. To zorza polarna! Przybrała postać ruchomego, świetlistego pasa, delikatnie się wijącego. I wyraźnie świeci na zielono. Nie tak jak na filmach z YouTuba, ale i tak skromna zórzka na żywo wygląda o wiele lepiej niż filmy. To kolejny powód, dla którego warto wybrać się na północ, nawet nie konicznie w środku lata.

Autorem zdjęć jest: Tomasz Bukała.

Piotrek

W tym roku ostatnie wolne miejsca do Zatoki Botnickiej ma jeszcze Gedania. Szczegóły na www.botnicka2014.pl.

Designed and created by Ammiszaddaj - All rights reserved ® Copyright 2004-2017