Braciszek.pl Żeglarski Serwis z Charakterem

Czerwcowy Bałtyk

Ammiszaddaj
,
Hej me Bałtyckie Morze
Hej me Bałtyckie Morze

Czerwiec na Bałtyku potrafi dać ostro w kość. Przekonaliśmy się o tym podczas naszego rejsu. Rejs był wymagający od samego początku. Już na etapie kompletowania załogi okazało się, że termin, pokrywający się z sesją i zakończeniem roku szkolnego, nie był najlepszym pomysłem. A później? Później dopiero zaczęło się pod górkę.

Ostatecznie po kilku tygodniach żebrania o załogę, promocji wiązanych, zniżek i proponowania koi za darmo, udało się wymęczyć trzy osoby. Popłynęliśmy więc ja, drugi Paweł, Andrzej i Maciek, dla którego ten rejs miał być pierwszym zetknięciem się z przyjemnościami żeglarstwa. Do Gdańska przyjechaliśmy blablacarem: pogoda piękna, upalna, słoneczna, z przyjemną trójką od wschodu. Żyć nie umierać! Zrobiliśmy zakupy, zapakowaliśmy się na „Skoczka”, zatankowaliśmy wodę, schłodziliśmy lodówkę i zaczęliśmy sprawdzać najnowsze prognozy pogody.

A miało być tak pięknie...
A miało być tak pięknie...

Te długoterminowe, oglądane jeszcze w domu, dawały pełne spektrum możliwości. Będzie wiało od 2 do 8 Beauforta z południowego wschodu przez północ do południowego zachodu... do wyboru do koloru, każda prognoza co innego. Miało więc być fajnie, pięknie, ładnie - Karlskrona, Christianso i te sprawy, a później zobaczymy co wiatr przyniesie. Niestety! Ta ostatnia, wreszcie krótkoterminowa powiedziała jasno: grzać do Władysławowa jak najszybciej bo inaczej wydmucha nas aż do Bałtijska.

Co było robić. Korony szwedzkie poszły za burtę a my ciesząc się resztkami wygodnych wiatrów ruszyliśmy wzdłuż polskiego wybrzeża, "Trasą praojców". Szczerze mówiąc nie był to nigdy cel moich marzeń, ale widać tak trzeba. O naszych portach naczytałem się w internecie wystarczająco dużo, żeby się do nich nie pchać bez potrzeby. A jakby komuś było mało wyzwań, trafiliśmy na moment kiedy na Skoczku była do wymiany butla gazowa, a do wymiany oleju w silniku zostało 13 motogodzin.

We Władysławowie
We Władysławowie

Do Władysławowa dotarliśmy o czwartej rano - w wejściu do portu pogłębiarka o! jaka wielka, pod każdym kołem... a nie, to nie ten wierszyk. UKFka w ruch i po kilku przepychankach z bosmanem (kto, po co, skąd, a ile osób) dowiedzieliśmy się wreszcie, że życzą sobie mijać ją od strony dziobu. W porcie luźno, na miejscach dla jachtów prawie połowa pomostów wolna, stanęliśmy, wypiliśmy i poszliśmy spać. Nie było nam jednak dane zbyt długo pospać bo jeszcze przed ósmą obudziła nas pani "Pięć Złotych", która wbrew nazwie życzy sobie znacznie więcej. Pytamy o toalety - są, ale nieczynne o tej godzinie i trzeba płacić dodatkowo przy każdym wejściu, na razie jest tojtoj.

Radio Witowo nadawało ostrzeżenie o silnym wietrze z zachodu, więc niedzielę poświęciliśmy na zwiedzanie miasta, które trzeba przyznać robi znacznie milsze wrażenie, niż kontakt z portem. Jest ładne, zadbane, czyste i w tym tygodniu nie było jeszcze stratowane przez turystów. Obejrzeliśmy najbardziej rzucający się w oczy budynek - dom rybaka. Co ciekawe: konstrukcja wieży mogłaby sugerować, że była ona kiedyś latarnią morską, biorąc pod uwagę oszkloną kopułę. Jednak tej we Władysławowie nigdy nie było, a sama platforma widokowa służyła wyłącznie do celów obserwacyjnych. Trzeba przyznać, że widok rozpościera się stamtąd wspaniały. Pod Rozewiem widać rozfalowane morze, nad Mierzeją setki kite-ów, doskonale widać plan portu i panoramę całego miasta. Kilka pięter niżej można wstąpić do salonu krzywych luster i obejrzeć wystawę "Magiczny Zawrót Głowy", przedstawiającą szereg ciekawych zjawisk optycznych. Muzeum motyli na jeszcze niższym piętrze kusi nie tylko pięknymi okazami łuskoskrzydłych, ale również pajęczaków, żuków i nazwijmy to ogólnie innego robactwa.

Panorama Władysławowa
Panorama Władysławowa

Jeżeli od wizyty na wieży i patrzenia na hipnotyzujące tarcze i wklęśniete wazy komuś jeszcze nie zakręciło by się w głowie, to kawałek dalej może dać się przekręcić w wesołym miasteczku "i wszystkie panie piszczą!" w rytmie swojskich hitów - dla nas takie atrakcje zbyt atrakcyjne nie są, chociaż wiadomo panie i te sprawy... Wybraliśmy się więc w kierunku wesołego miasteczka ze zwrotem przeciwnym i trafiliśmy na puściutki jeszcze ogródek serwujący jakieś nadmorskie żywe piwo. Pokrzepieni solidną dawką kalorii ruszyliśmy dalej oglądając wieżę ciśnień, dworzec pkp, muzeum gen Hallera (tego dnia zamknięte) i ciekawie zapowiadający się stragan "książki za 1zł" - w środku niestety czekał nas zawód: książki nie za 1zł tylko od 1zł, i to też tylko kilka sztuk dla dzieci, a cała reszta w cenach już znacznie mniej atrakcyjnych...

Na naszej trasie zwiedzania znalazł się jeszcze kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia NMP, od którego piękną promenadą można dojść na plażę, mijając pod drodze Aleję Gwiazd Sportu i ciekawy pomnik polskiego himalaizmu. W szczycie sezonu pewnie ciężko się tędy przecisnąć, ale przed końcem roku szkolnego zwiedzało się nam bardzo przyjemnie. Na jacht wracaliśmy idąc plażą po drewnianym chodniku i patrząc na morze. Z brzegu wydawało się takie spokoje, zwłaszcza pod osłoną Rozewia. Jednak dalej wiać musiało naprawdę ostro - widzieliśmy jeden jachcik, który prawie frunął po falach na samym tylko trajslu. Takim to dobrze, w baksztagu sobie pływać... Nas niestety czekała ostra halsówka, jeżeli chcieliśmy w ogóle marzyć o Świnoujciu.

Dziś morze obejrzymy tylko z brzegu
Dziś morze obejrzymy tylko z brzegu

Po obiedzie słuchamy kolejnej prognozy pogody, uruchamiamy internet i wszystko wskazuje na to, że zostaniemy tu co najmniej do rana. Prognoza na najbliższe 12h: 5-6 w porywach 7 z zachodu, w okolicy Rozewia fale 3m. Starym morskim zwyczajem - jak nie można płynąć to się imprezuje, wznosimy więc kilka toastów za poprawę pogody i tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy.

Dzień drugi: ostrzeżenie przed silnym wiatrem 6-7 w porywach 8 z zachodu, pan "Pięć Złotych" zdarł z nas kolejne 46zł, nie ma wyjścia - śpimy dalej. Koło 14 radio zapowiedziało, że będzie słabnąć. Od Niemców, którzy właśnie przypłynęli ze Świnoujścia dowiedzieliśmy się, że szału nie ma, ale da się pływać. Nie zwlekając podjęliśmy decyzję - wychodzimy i ciągniemy ile się da.

Spotkanie na morzu
Spotkanie na morzu

Pierwszy ref założyliśmy sobie na grota jeszcze w porcie, a tuż po wyjściu za główki dołożyliśmy drugi i zaczęliśmy rzeźbić: prędkość nawet niezła, tylko zupełnie nie w tą stronę co trzeba. Można by na Bornholm popłynąć, tylko jak później stamtąd wrócić, skoro wiatr ma odkręcać na południowo zachodni? Po minięciu Rozewia zaczęliśmy się rozglądać za trzecim refem, a Maciej ostatecznie pożegnał się z obiadem.

Kolejna noc na morzu, kolejna prognoza pogody, kolejna zapowiedź że "jeszcze powieje ale ma słabnąć"... czy myśmy już tego nie słyszeli dzień wcześniej? W okolice Ustki dopchaliśmy się wieczorem, ciągle pod nieubłaganą szóstkę. Poligon mają otworzyć dopiero następnego dnia, czyli za tyle, ile nam zajmie nam opłynięcie na około - nie ma się co męczyć, robimy zwrot i wchodzimy do portu. Plan jest prosty: Maciek odpocznie, naje się, jutro skończą się ćwiczenia, wiatr osłabnie i kulturalnie przepłyniemy sobie na skuśkę do Darłowa.

Baltops 2015
Baltops 2015. Foto: Magister.

Rzeczywistość była oczywiście innego zdania: Maciek stwiedził, że nie daje rady, spakował się i pojechał do domu; wiatr nie osłabł wcale, wręcz przeciwnie wzmógł się, na noc miał przyjść front, burze, szkwały i gradobicie a o 8 rano poligon znów zamknęli. Kolejny dzień zmarnowany na czekaniu. Będzie można pozwiedzać miasto, ale najpierw się koniecznie trzeba wykąpać - dla gości portu jest dostępny sanitariat w hotelu „Morze”: prysznic bez limitów kosztuje 15zł.

Rano odwiedził nas bosman, podarował banderkę Ustki i zapytał czy jeszcze czegoś nie potrzebujemy. Wypytaliśmy o godziny zamknięcia kładki, o prognozę pogody, o poligon i rozstaliśmy się w bardzo miłej atmosferze. Wieczorem spotkała nas niemiła niespodzianka - skończył się gaz, a przecież butlę wymienialiśmy trzy dni wcześniej... Okazało się, że podczas wymiany wypadła uszczelka i cały gaz poszedł w gwizdek. Gdyby nie pomoc rybaków, musielibyśmy do rana jeść suchary i solone mięso. Jednak na Ludzi Morza zawsze można liczyć, dostaliśmy butlę, prąd i jeszcze chcieli nas rano podwieźć samochodem na stację. Dziękujemy!

Awaryjna butla gazowa
Awaryjna butla gazowa. Foto: Magister.

W czwartek po śniadaniu, uzbrojeni w nową butlę (tym razem już z uszczelką na miejscu), o 9:15 zgłosiliśmy wyjście w morze, dookoła strefy zamkniętej i jak najdalej na zachód. Prognoza pogody z radia Witowo: "będzie pan zadowolony, powieje a później osłabnie"... Front, który podobno przeszedł w nocy w praktyce zaczął się przewalać w dzień i przez kolejne półtorej doby walczyliśmy ze szkwałami od 12 do 38kn przedzierając się między chmurami w strugach ulewnego deszczu. Prawie każda fala wchodziła na pokład, a połowa z nich przez szprycbudę do kokpitu i każdą możliwą śrubką, zawiasem, bulajem kapała do środka, zalewajac jaskółki, bakisty, materace, śpiwory - wszystko.

Ostatnie mile do Kołobrzegu zrobiliśmy na żaglach i silniku, żeby zdążyć wejść przed nocą. Locja mówi o polskich portach, żeby do nich nie wpływać jak wieje wiatr albo są fale, a najlepiej żeby w ogóle tam nie wpływać i wielkiej przesady w tym nie ma. Nasze wejście do Kołobrzegu nie wyglądało tak efektownie jak na pewnym filmiku ze Svaneke, ale nosiło nas z falą i wiatrem dobrze po 30m na boki zanim się schowaliśmy za nowy falochron.

Niestety czasu zabrakło, żeby dopłynąć do Świnoujścia. W sobotę wieczorem zrobiliśmy sobie pożegnalnego grilla i wymieniliśmy planami na przyszłość, a w niedzielę rano przekazaliśmy jacht kolejnej załodze.

Hej me Bałtyckie Morze! Wdzięczny Ci jestem bardzo, ale następnym razem daj nam na urlopie odpocząć, proszę!

01
01
02
02
03
03
04
04
05
05
06
06
07
07
08
08
09
09
10
10
11
11
12
12
13
13
14
14
15
15
16
16
17
17
18
18
19
19
20
20
21
21
22
22
23
23
24
24
25
25
26
26
27
27
28
28
29
29
30
30
31
31
32
32
33
33
34
34
35
35
37
37
38
38
39
39
40
40
41
41
43
43
44
44
45
45
47
47
48
48
49
49
50
50
51
51
52
52
53
53
54
54
56
56
57
57
58
58
59
59
61
61
62
62
63
63

Zdjęcia Magistra:

64
64
65
65
66
66
67
67
68
68
69
69
71
71
72
72
73
73
74
74
75
75
76
76
77
77
79
79
80
80
Designed and created by Ammiszaddaj - All rights reserved ® Copyright 2004-2017