Braciszek.pl Żeglarski Serwis z Charakterem

O dwóch takich

Ammiszaddaj
,
Ilustracja
To na Zalewie Sulejowskim też istnieje wiatr?!

Zdjęcia z rejsu na s/y Albatros, który odbył się w maju 2006 AD. 194 zdjęcia w formacie 800x600 jpeg wykonane Canon PowerShot G5 oraz dodatki.

Trzy dni żeglowania w tygodniu, od środy do piątku - to jest życie. Było ciężko z technicznej strony ale jakoś się udało. Najpierw plan zakładał u mnie egzamin z chemii analitycznej we wtorek i żeglowanie po nim. Jednak ostatniego dnia przed rejsem okazało się...

Potem wyniknął kolejny problem: załoga, która miała dojechać nie pojawiła się informując nas o tym fakcie w momencie, gdy sami mogliśmy to stwierdzić będąc już na pokładzie "Albatrosa". Niewiele się przejmując sytuacją chwyciliśmy za pagaje i chwilę później żagle poszły w górę, a wiatr gnał nas w przód...

Zdjęcia 800x600 zrobione aparatem Cannon PowerShot G5, największe nie przekracza 280kB.

0001.jpg
0001.jpg
0002.jpg
0002.jpg
0003.jpg
0003.jpg
0004.jpg
0004.jpg
0005.jpg
0005.jpg
0006.jpg
0006.jpg
0007.jpg
0007.jpg
0008.jpg
0008.jpg
0009.jpg
0009.jpg
0010.jpg
0010.jpg
0011.jpg
0011.jpg
0012.jpg
0012.jpg
0013.jpg
0013.jpg
0014.jpg
0014.jpg
0015.jpg
0015.jpg
0016.jpg
0016.jpg
0017.jpg
0017.jpg
0018.jpg
0018.jpg
0019.jpg
0019.jpg
0020.jpg
0020.jpg
0021.jpg
0021.jpg
0022.jpg
0022.jpg
0023.jpg
0023.jpg
0024.jpg
0024.jpg
0025.jpg
0025.jpg
0026.jpg
0026.jpg
0027.jpg
0027.jpg
0028.jpg
0028.jpg
0029.jpg
0029.jpg
0030.jpg
0030.jpg
0031.jpg
0031.jpg
0032.jpg
0032.jpg
0033.jpg
0033.jpg
0034.jpg
0034.jpg
0035.jpg
0035.jpg
0036.jpg
0036.jpg
0037.jpg
0037.jpg
0038.jpg
0038.jpg
0039.jpg
0039.jpg
0040.jpg
0040.jpg
0041.jpg
0041.jpg
0042.jpg
0042.jpg
0043.jpg
0043.jpg
0044.jpg
0044.jpg
0045.jpg
0045.jpg
0046.jpg
0046.jpg
0047.jpg
0047.jpg
0048.jpg
0048.jpg
0049.jpg
0049.jpg
0050.jpg
0050.jpg
0051.jpg
0051.jpg
0052.jpg
0052.jpg
0053.jpg
0053.jpg
0054.jpg
0054.jpg
0055.jpg
0055.jpg
0056.jpg
0056.jpg
0057.jpg
0057.jpg
0058.jpg
0058.jpg
0059.jpg
0059.jpg
0060.jpg
0060.jpg
0061.jpg
0061.jpg
0062.jpg
0062.jpg
0194.jpg
0194.jpg
0064.jpg
0064.jpg
0065.jpg
0065.jpg
0066.jpg
0066.jpg
0067.jpg
0067.jpg
0068.jpg
0068.jpg
0069.jpg
0069.jpg
0070.jpg
0070.jpg
0071.jpg
0071.jpg
0072.jpg
0072.jpg
0073.jpg
0073.jpg
0074.jpg
0074.jpg
0075.jpg
0075.jpg
0076.jpg
0076.jpg
0077.jpg
0077.jpg
0078.jpg
0078.jpg
0079.jpg
0079.jpg
0080.jpg
0080.jpg
0081.jpg
0081.jpg
0082.jpg
0082.jpg
0083.jpg
0083.jpg
0084.jpg
0084.jpg
0085.jpg
0085.jpg
0086.jpg
0086.jpg
0087.jpg
0087.jpg
0088.jpg
0088.jpg
0089.jpg
0089.jpg
0090.jpg
0090.jpg
0091.jpg
0091.jpg
0092.jpg
0092.jpg
0093.jpg
0093.jpg
0094.jpg
0094.jpg
0095.jpg
0095.jpg
0096.jpg
0096.jpg
0097.jpg
0097.jpg
0098.jpg
0098.jpg
0099.jpg
0099.jpg
0100.jpg
0100.jpg
0101.jpg
0101.jpg
0102.jpg
0102.jpg
0103.jpg
0103.jpg
0104.jpg
0104.jpg
0105.jpg
0105.jpg
0106.jpg
0106.jpg
0107.jpg
0107.jpg
0108.jpg
0108.jpg
0109.jpg
0109.jpg
0110.jpg
0110.jpg
0111.jpg
0111.jpg
0112.jpg
0112.jpg
0113.jpg
0113.jpg
0114.jpg
0114.jpg
0115.jpg
0115.jpg
0116.jpg
0116.jpg
0117.jpg
0117.jpg
0118.jpg
0118.jpg
0119.jpg
0119.jpg
0120.jpg
0120.jpg
0121.jpg
0121.jpg
0122.jpg
0122.jpg
0123.jpg
0123.jpg
0124.jpg
0124.jpg
0125.jpg
0125.jpg
0126.jpg
0126.jpg
0127.jpg
0127.jpg
0128.jpg
0128.jpg
0129.jpg
0129.jpg
0130.jpg
0130.jpg
0131.jpg
0131.jpg
0132.jpg
0132.jpg
0133.jpg
0133.jpg
0134.jpg
0134.jpg
0135.jpg
0135.jpg
0136.jpg
0136.jpg
0137.jpg
0137.jpg
0138.jpg
0138.jpg
0139.jpg
0139.jpg
0140.jpg
0140.jpg
0141.jpg
0141.jpg
0142.jpg
0142.jpg
0143.jpg
0143.jpg
0144.jpg
0144.jpg
0145.jpg
0145.jpg
0146.jpg
0146.jpg
0147.jpg
0147.jpg
0148.jpg
0148.jpg
0149.jpg
0149.jpg
0150.jpg
0150.jpg
0151.jpg
0151.jpg
0152.jpg
0152.jpg
0153.jpg
0153.jpg
0154.jpg
0154.jpg
0155.jpg
0155.jpg
0156.jpg
0156.jpg
0157.jpg
0157.jpg
0158.jpg
0158.jpg
0159.jpg
0159.jpg
0160.jpg
0160.jpg
0161.jpg
0161.jpg
0162.jpg
0162.jpg
0163.jpg
0163.jpg
0164.jpg
0164.jpg
0165.jpg
0165.jpg
0166.jpg
0166.jpg
0167.jpg
0167.jpg
0168.jpg
0168.jpg
0169.jpg
0169.jpg
0170.jpg
0170.jpg
0171.jpg
0171.jpg
0172.jpg
0172.jpg
0173.jpg
0173.jpg
0174.jpg
0174.jpg
0175.jpg
0175.jpg
0176.jpg
0176.jpg
0177.jpg
0177.jpg
0178.jpg
0178.jpg
0179.jpg
0179.jpg
0180.jpg
0180.jpg
0181.jpg
0181.jpg
0182.jpg
0182.jpg
0183.jpg
0183.jpg
0184.jpg
0184.jpg
0185.jpg
0185.jpg
0186.jpg
0186.jpg
0187.jpg
0187.jpg
0188.jpg
0188.jpg
0189.jpg
0189.jpg
0190.jpg
0190.jpg
0191.jpg
0191.jpg
0192.jpg
0192.jpg
0193.jpg
0193.jpg

Panorama 1
Panorama 1

Panorama 2
Panorama 2

Film nr 1 (avi, 6,0MB)
Film nr 1 (avi, 6,0MB)
Film nr 2 (avi, 6,8MB)
Film nr 2 (avi, 6,8MB)
Film nr 3 (avi, 10,3MB)
Film nr 3 (avi, 10,3MB)
Film nr 4 (avi, 7,9MB)
Film nr 4 (avi, 7,9MB)
Film nr 5 (avi, 5,4MB)
Film nr 5 (avi, 5,4MB)
Film nr 6 (avi,  13,1MB)
Film nr 6 (avi, 13,1MB)
Film nr 7 (avi, 1,6MB)
Film nr 7 (avi, 1,6MB)
Film nr 8 (avi, 2,1MB)
Film nr 8 (avi, 2,1MB)
Film nr 9 (avi, 4,0MB)
Film nr 9 (avi, 4,0MB)

Miniatury filmów wykonane przy użyciu programu Mplayer-video-thumb autorstwa Ravinder Rathi, strona autora: http://me2030581.googlepages.com/.

Tytułem wstępu powiem, że pływaliśmy na Morsie RT "Albatros" i nie mam nic do zarzucenia temu jachcikowi (poza tym, że baniak na wodę okropnie śmierdzi i żadne gotowanie nie jest w stanie zabić tego smaku we wodzie... SIC!)

Trzy dni żeglowania w tygodniu, od środy do piątku - to jest życie. Było ciężko z technicznej strony ale jakoś się udało. Najpierw plan zakładał u mnie egzamin z chemii analitycznej we wtorek i żeglowanie po nim. Jednak ostatniego dnia przed rejsem okazało się, że z przyczyn egzystencjonalnych egzamin został przełożony na środę... Co było robić - wybrałem rejs, przecież nie można pozwolić, żeby studia przeszkadzały w żeglarstwie. Na szczęście, jak już wyjechaliśmy dowiedziałem się, że w środę egzamin został przełożony na następny tydzień - więc nie straciłem niczego. Potem wyniknął kolejny problem: załoga, która miała dojechać nie pojawiła się informując nas o tym fakcie w momencie, gdy sami mogliśmy to stwierdzić będąc już na pokładzie "Albatrosa". Niewiele się przejmując sytuacją chwyciliśmy za pagaje i chwilę później żagle poszły w górę, a wiatr gnał nas w przód, zostawiając port za rufą.

Tuż po wypłynięciu z zatoczki usłyszeliśmy pierwsze grzmoty i zobaczyliśmy potężną chmurę. Po krótkiej naradzie postanowiliśmy płynąć wzdłuż brzegu aż do ostatniej chwili, aby widząc na wodzie zbliżający się szkwał natychmiast móc zacumować. Przyszedł po piętnastu minutach, wiatr kręcił i ostatecznie zaczął nas dość mocno dopychać do brzegu - szczęśliwie kotwica wytrzymała... Długo czekaliśmy aż się pogoda poprawi: co my na deck żeby odpływać, to burza nawracała, by ostatecznie huknąć piorunem tuż nad nami i wreszcie puścić. Po pewnych problemach z wypchnięciem się z płycizny popłynęliśmy w stronę "początku" Zalewu, i wieczorem przycumowaliśmy do zgrabnego pomostu tak, że zdążyliśmy jeszcze sklarować jacht przed pierwszymi kroplami deszczu. Chwilę później naszym oczom ukazała się wspaniała tęcza, a właściwie dwie: jedna łączyła niebo z ziemią, a druga dwa brzegi jeziora. Ciekawe, na którym z trzech końców był skarb...

Piękne i wygodne miejsce do cumowania miało jedną, ogromną wadę - mnóstwo komarów szturmowało naszą kabinę aż do rana. A następny dzień, choć zaczynał się prawie bez wietrznie stał się istnym rajem żeglarskim! Do tej pory nie rozumiem, czemu byliśmy jedynym jachtem żeglującym wtedy po Sulejowie... Rosnący od rana wiatr stężał do 4B, więc pogoda była wymarzona. Płynąc w stronę zapory, na wysokości Bronisławowa poćwiczyliśmy manewr "Człowiek za burtą" ze średnim czasem podebrania podkowy minuta czterdzieści. Po tym przerywniku pożeglowaliśmy do "Marusia", gdzie sprzyjający wiatr pozwolił podejść do kei na żaglach. Po przebrnięciu przez tony zardzewiałego żelastwa zastaliśmy ubikacje zamknięte na klucz, więc przez bramę (która nie widziała oleju i farby chyba od lat zaprzeszłych) udaliśmy się uzupełnić zapasy. W sklepie w Borkach obsłużyła nas bardzo miła Pani, którą serdecznie pozdrawiamy. Wracając zrobiliśmy jeszcze wycieczkę po tamie, a na widok dumnej tablicy "Yacht Club..." nasunął się tylko cięty oksymoron o czwartej kategorii.

Odejście na żaglach, i ostra halsówka pod wiatr. Bez problemu zdążyliśmy tego dnia z powrotem przepłynąć całe jezioro, półwiatrem przepłynąć "Gardło", zrobić rundkę aż do wysepek na "drugim" akwenie i wrócić na ten sam pomost, który opuszczaliśmy rano. Przebieg w linii prostej 17 mil, licząc z "zakosami" i kółkami pewnie zbierze się 25...

Następny dzień zaczął się jak poprzedni od ciszy o 8 rano do świeżego wiatru w okolicach 14. Powoli pokołysaliśmy się do wysokości Bronisławowa, i nie chcąc spływać za wcześnie do portu pokręciliśmy się "w tę i nazad", pokręciliśmy "człowieka" i zjedliśmy obiad w półwietrze... Płynąc do portu, ostatni odcinek wzdłuż kei musieliśmy zapychać na pagajach przeciw tężejącemu wiatrowi, i tak sobie rozmawialiśmy jak to nas ręce bolą, że te "miśki" i "kapitany" co stoją i się gapią na nas z brzegu to jednak buce ostatnie (ani jeden d*py nie ruszył żeby odebrać cumy i ulżyć w pagajowaniu). A gdy już zacumowaliśmy runęła nagle Taka Burza, i Tak przyszkwaliło, że gdybyśmy dobijali z 10 sekund później to by nam już się nie udało dopłynąć... Zwiałoby nas aż na drugi brzeg jeziora.

Wyczailiśmy też wreszcie dobry transport publiczny do Bronisławowa - PKS (pośpieszny bo tańszy od zwykłego, jeśli idzie o studentów) do Piotrkowa, a stamtąd BUS za 2zł do Goleszy Małych... Żyć nie umierać - teraz to mogę nawet co tydzień - ktoś chce?

Designed and created by Ammiszaddaj - All rights reserved ® Copyright 2004-2017